Rozwój dziecka

Jak pożegnaliśmy smoczka

chłopiec trzyma pluszowego smoka

Był czas, że temat smoczka spędzał mi sen z powiek. Z jednej strony wiedziałam, że to już najwyższy czas, aby się z nim pożegnać. Z drugiej jednak zawsze znajdowało się coś, co sprawiało, że odwlekaliśmy to przedsięwzięcie. A to choroba, a to długo wyżynające się piątki, a właściwie to aż tak dużo go nie używał itd. Zabieraliśmy się zatem za ten temat od dawna, ale brakowało nam ostatecznego i stanowczego postanowienia.

Takim bodźcem okazała się wizyta kontrolna u dentysty, na której dowiedziałam się, że smoczek zaczął już siać spustoszenie w jamie ustnej Ignacego w postaci wady zgryzu. Postanowiliśmy odstawić smoczka jak najszybciej i zrobiliśmy to tego samego dnia. Choć oczywiście okazało się, że jest to dłuższy proces i jeden dzień nie wystarczy, aby definitywnie zapomnieć o smoczku.

Siła nawyku

Zacznę jednak od początku, aby jak najlepiej nakreślić, jak silne było u nas przyzwyczajenie do smoczka i jak przebiegało odstawienie. Ignacy korzystał ze smoczka dość często. Był już moment, że używał go niemal wyłącznie do zasypiania, ale wrócił do nawyku używania go także w dzień, kiedy stanowił ukojenie w bolesnym wyżynaniu zębów. Coraz częściej domagał się go także w nocy, w trakcie snu.

W międzyczasie wspominaliśmy mu od czasu do czasu o tym, że jest już za duży na smoczka, że chyba już go tak nie potrzebuje itp. Czytaliśmy także książki na ten temat. Co do książek radzę jednak uważać, bo treść większości z nich opiera się na zawstydzaniu dziecku (dla mnie to nie jest do zaakceptowania). Do gustu przypadła nam książka ‘Pa pa, smoczku’ z serii Kicia Kocia i Nunuś.

Ignacy miewał momenty, że sam oddawał smoczka i mówił, że jest już na niego za duży, ale zawsze było to na chwilę i szybko chciał go z powrotem. Dodatkowe utrudnienie stanowił fakt, że nawet kiedy smoczek się zgubił lub zniszczył, nasz Syn doskonale wiedział, że można kupić w sklepie nowego.

Wielki dzień – pożegnanie ze smoczkiem

Postanowiłam jednak, że dobrze będzie odstawić smoczka póki oboje jesteśmy jeszcze pod wrażeniem wizyty u dentysty. Porozmawiałam więc z Ignacym, przypomniałam nasze poprzednie rozmowy na temat smoczka oraz powtórzyłam to, co powiedziała dentystka (że smoczek niszczy jego zęby, że są przez to krzywe itd.).

Podkreśliłam jednak, że wiem o tym, jak smoczek jest dla niego ważny i chciałabym, żeby miał coś innego w zamian, więc wybierzemy się do sklepu zabawkowego i wymienimy go na wybraną przez niego zabawkę. Tak też uczyniliśmy.

Wybraliśmy ten sposób, bo wydawał mi się najlżejszy i najlepszy z wszystkich, o których czytałam i słyszałam. Na wstępie odrzuciłam pomysły, w których smoczek po prostu znika z dnia na dzień (porywa go ptaszek itd.).  Nie były dla mnie do przyjęcia, bo w moim odczuciu to oszustwo i takie ‘robienie głupiego’ z rozumnego dziecka, z którym można już normalnie porozmawiać. Wszelkie obcinanie końcówek, uszkadzanie smoczka itd. również u nas odpadało, bo jak pisałam wyżej Ignacy doskonale wiedział, jak i gdzie można nabyć nowego.

Pomysł z wymianą smoczka na zabawkę spodobał mi się z kilku względów. Po pierwsze daje dziecku coś innego w zamian, co może obdarzyć ciepłym uczuciem. Po drugie ma w sobie element współodpowiedzialności dziecka. Wymiana smoczka była bowiem naszą wspólną decyzją, na którą Ignacy się zgodził. Decyzją, do której w przypadku kryzysu mogłam się odwołać.

 Najtrudniejszy pierwszy dzień

Najtrudniejsze momenty od odstawienia smoczka nadeszły pierwszego dnia oraz w pierwszą noc. Pierwsza rozpacz Ignacego pojawiła się już w domu, kiedy był zmęczony i dotarło do niego, co tak naprawdę się wydarzyło oraz że jest to nieodwracalne.

Były płacz, krzyk, protesty i błaganie o cofnięcie wymiany. Jako że Ignacy znał już historię z książki i Nunusiu to użyłam jej fragmentu do przekonania go, że nie da się już odzyskać smoczka. Powiedziałam mu, że Pani w sklepie odesłała go już do Krainy Maluszków do malutkich dzieci, które go potrzebują. Oczywiście nie był tym zachwycony, ale nie prosił już o cofnięcie wymiany. Rozpaczał jednak dalej.

Początkowo próbowałam tłumaczenia, ale szybko zorientowałam się, że w tamtym momencie nie miało to największego sensu. Ignacy przeżywał silne emocje i logiczne uzasadnienia były dla niego w tamtym momencie zupełnie niezrozumiałe. Spróbowałam więc innej strategii, czyli uspokajania na wszystkie znane nam sposoby. Nosiłam , tuliłam, mówiłam miłe rzeczy, głaskałam po pleckach. Najbardziej skuteczne było masowanie brzuszka i śpiewanie lub zapewnianie o tym, że go kocham i jestem przy nim.

Oczywiście są to tylko przykłady działam. Każdy z Was sam najlepiej wie, co może zadziałać uspokajająco na jego dziecko.

Najtrudniej było mi wytrwać przy postanowieniu, mimo że wiedziałam, że robię to dla jego dobra. Serce mi pękało, kiedy Ignacy płakał, prosił i kiedy był taki roztrzęsiony. Jednak najlepsze co mogłam dla niego zrobić to przyjąć i zaakceptować cały jego ból i związane z nim reakcje oraz go w tym wesprzeć.

Takie silne reakcje pojawiły się w sumie trzy razy w ciągu pierwszego dnia i nocy i za każdym razem trwały coraz krócej i łatwiej było mi go uspokoić. W następnych dniach pytał ok 2-3 razy dziennie o smoczka, ale raczej było to takie pytanie kontrolne, bo dość lekko przyjmował odmowę i tłumaczenie.

Starałam się także w tych dniach organizować Ignacemu sporo aktywności z dużą ilością czasu spędzonego na zewnątrz, aby  łatwiej było mu wieczorem zasnąć.

Nowe skojarzenia

Trzeciego dnia odzwyczajania od smoczka podarowałam Ignacemu zielonego pluszowego smoka. Okazało się to strzałem w dziesiątkę. Do tego czasu słowo ‘smoczek’ było w naszym domu słowem zakazanym, aby nie przypominać o nim Ignacemu.

Dzięki pluszowemu smokowi słowo to nabrało jednak nowego, przyjemnego znaczenia. Nie kojarzy mu się już tylko ze stratą ważnego przedmiotu.

Co dalej? Wytrwanie w postanowieniu

Od momentu odstawienia smoczka minął już ponad tydzień, a Ignacy nadal co najmniej raz dziennie pyta o smoczka. Robi to zazwyczaj wtedy, kiedy jest senny, smutny lub zmęczony, czyli wtedy kiedy najbardziej go wcześniej potrzebował. Za każdym razem słyszy jednak to samo i pytania pojawiają się coraz rzadziej.

Wniosek nasuwa się w naszej historii sam. Myślę, że nie będzie on ani odkrywczy, ani zaskakujący. Ważna w kwestii odzwyczajania od smoczka jest stanowczość i konsekwencja. Jeżeli podejmujemy się wyzwania, jakim jest odstawienie smoczka, to się go trzymajmy dla dobra swojego i dziecka. Każda następna próba będzie jeszcze trudniejsza, jeśli dziecko będzie przekonane, że w końcu się rozmyślimy.

Inna kwestia, na którą chciałabym zwrócić uwagę to bezwzględne wspieranie dziecka w tym trudnym procesie. Dziecko może się wtedy złościć, smucić, wściekać i rozpaczać na różne sposoby. Nasza rola to zaakceptować dziecko i jego trudne emocje w tej sytuacji i pomóc mu przez nie przejść.

Ja mówiłam Ignacemu np. że wiem, że jest mu trudno, że jestem tu z nim, pomogę mu przez to przejść i że bardzo go kocham. Szczególnie w początkowej części tego procesu jest to dziecku bardziej potrzebne niż logiczne tłumaczenia i uzasadnienia, które są dla niego tak naprawdę abstrakcyjne.

Odzwyczajenie od smoczka to trudny proces. Często stanowi on dla dziecka obiekt swojego rodzaju przywiązania, pełni funkcje uspokajające i regulujące trudne emocje. Pomaga w wycieszeniu i zasypianiu. Dlatego tak trudne jest dziecku się z nim pożegnać.

Jednocześnie każde dziecko jest inne i reaguje inaczej na różne sytuacje. Dlatego nie ma jednej, idealnej recepty na odzwyczajenie od smoczka. To, co u jednego dziecka przebiega szybko i sprawnie, u innego może trwać dłużej i być bardziej uciążliwe. W temacie smoczka uratować nas może zatem jedynie cierpliwość i wytrwałość.

Macie już odsmoczkowanie za sobą? Jak Wam poszło? A może to wyzwanie jeszcze przed Wami? Podzielcie się tym ze mną w komentarzu!

***

Dziękuję za Twoje odwiedziny na stronie! Chcesz być na bieżąco? Polub mój profil na Facebooku lub Instagramie i nie przegap żadnego wpisu!



4 Comments

  1. U nas synek pożegnał smoczka sam. Jego ulubiony został zepsuty (przegryziony) – a żadnego innego nie chciał zaakceptować. Było trochę marudzenia, ze dwie nieprzespane noce – ale poszło w sumie dość gładko i od 18 miesiąca jesteśmy bezsmoczkowi.

    Reply

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Używam plików cookies, aby ulepszyć działanie strony. Klikając, wyrażasz na to zgodę. Więcej

Ustawienia plików cookies mają docelowo możliwie najbardziej usprawnić przeglądanie witryn internetowych. Brak wprowadzenia zmian w ustawieniach cookies lub naciśnięcie 'Zatwierdź' oznacza, że wyrażasz na to zgodę.

Zamknij