Rola otoczenia, Rozwój mózgu

Wpływ reklam na dzieci

chłopiec siedzi na kanapie i ogląda telewizję

Od niedawna (od ok drugich urodzin) Ignacy zaczął oglądać bajki. O tym, dlaczego dopiero teraz, a nie wcześniej pisałam TUTAJ.

Wraz z wprowadzeniem w świat bajek pojawiła się kwestia doboru technicznych rozwiązań, potrzebnych do realizacji tego przedsięwzięcia. Musieliśmy zdecydować o tym, na czym i jak włączać bajki. Próbowaliśmy różnych rozwiązań, ale ostatecznie zdecydowaliśmy się na przesyłanie na ekran telewizora obrazu z YouTube, czy innego odtwarzacza*.

Istnieje sporo kanałów z propozycjami dla dzieci. Niektóre z nich oferują sporo wartościowych bajek, jak np. Reksio, Świnka Peppa, Bing i inne. Jednak na niekorzyść tego rozwiązania przemawiała ogromna ilość reklam puszczanych między programami.

Długie przesiadywanie przed ekranem

Pierwsze, co przychodzi mi do głowy, kiedy myślę o negatywnym wpływie reklam na dzieci (pozytywnego nie widzę), to znaczące przedłużenie czasu, który dziecko spędza przed ekranem. W naszym przypadku, w którym Ignacy ogląda głównie krótkie bajki, które trwają 5-10 minut, na każdą bajkę przypadała taka sama albo dłuższa ilość reklam (!).

Z tego powodu z zakładanych np. trzydziestu minut oglądania bajek może w prosty sposób zrobić się godzina. Jednocześnie trudno jest w umowach z dzieckiem skrócić ten czas, bo zazwyczaj umawiamy się na ilość bajek, jako że pojęcie czasu (np. 30 minut) jest jeszcze dla dziecka pojęciem abstrakcyjnym.

Zachęcam do przyjrzenia się temu, ile tak naprawdę reklam w ciągu dnia ogląda Wasze dziecko, bo jest spora szansa, że otrzymana ilość Was zaskoczy, a nawet przerazi.

Podatność na przekaz

Sprawdzałam, co rodzice sądzą na temat wpływu reklam na dzieci i w tym celu przejrzałam kilka wątków w tym temacie na rodzicielskich forach. Wygląda na to, że rodzice skupiają się głównie na tym, że małe dzieci są bardzo podatne na zawarty w reklamach przekaz. Martwi i męczy ich przede wszystkim to, że w dziecku bardzo łatwo wzbudzić pragnienie posiadania produktu z reklamy. Skutkuje to tym, że potem przez wiele dni, z właściwym dla małego człowieka uporem, maluch prosi o niezdrowe przekąski lub drogą zabawkę.

Oczywiście mają w tym rację, to musi być irytujące. Jednak w rzeczywistości negatywny wpływ reklam na dzieci to zdecydowanie szerszy temat.

Silny wpływ przekazu w reklamach dla dzieci jest niezaprzeczalny. Tak naprawdę nawet dorośli użytkownicy nie doceniają wpływu reklam na swoje konsumenckie wybory, a można śmiało szacować, że wpływ na dzieci jest jeszcze silniejszy.

Dzieci nie posiadają rozbudowanego filtra obiektywizmu i rozsądku. Z łatwością uwierzą i zapamiętają skojarzenie, że dobrą zabawę zapewni właśnie ta gra, a najlepsze orzeźwienie to właśnie ten napój (zwykle przepełniony cukrem!).

Przekaz w reklamach, zarówno tych dla dzieci, jak i dla dorosłych jest zwykle bardzo emocjonalny. Jednocześnie dzieci same w sobie są silnie emocjonalnymi istotami. Nie mają jeszcze wykształconych mechanizmów regulacji emocji, więc każdy taki stan przeżywają całym sobą.

Widzimy to zapewne na co dzień, kiedy dziecko bardzo silnie przeżywa frustrację, złość, niepowodzenia, a parę sekund później z tą samą siłą przechodzi w stan wielkiej radości, ekscytacji i euforii. Z podobną siłą będzie przeżywać sytuacje pokazane w reklamach, mimo że nie są prawdziwe.

O jednej z wyjątkowo szkodliwych reklam dla dzieci pisałam niedawno TUTAJ.

Przebodźcowanie

Mózg małego dziecka ma całą masę roboty na co dzień. Podlega bardzo szybkiemu i intensywnemu rozwojowi, następują w nim dynamiczne zmiany. W żadnym innym okresie życia, mózg nie ma do opanowania tylu kluczowych umiejętności w tak krótkim czasie. Stanowi to dla niego duże obciążenie.

Jednocześnie codzienność i  otaczający świat są dla dziecka nowością, źródłem zaskoczenia i silnych bodźców. Gdy pojawia się więcej bodźców, niż jest w stanie znieść nasz mózg dochodzi do przebodźcowania. U małego dziecka (ale nie tylko) przebodźcowanie może prowadzić do przemęczenia, problemów z koncentracją, wybuchów złości i agresji oraz problemów ze snem.

Wszystko to wywołuje silny stres u dziecka, podnosząc niebezpiecznie poziom kortyzolu. To już jest bezpośrednie zagrożenie dla kondycji i odporności organizmu dziecka, czyli zwyczajnie szkodzi jego zdrowiu.

Brzmi to wszystko jak drastyczne straszenie, ale jest to niestety często pomijany temat. A reklamy, które – o ironio – są skierowane dla dzieci są doskonałym przykładem naładowanego bodźcami przekazu.

W typowej reklamie dla dzieci dużo się dzieje w krótkim czasie. Lektor przekazuje sporo informacji.  Jest kolorowo, a często wręcz jaskrawo. Temu wszystkiemu towarzyszy wesoła, głośna muzyka. W typowej reklamie bodźce różnego rodzaju zalewają dziecko z każdej strony. Warto też pamiętać, że dziecko z reguły ogląda kilka reklam po sobie, więc naprawdę niełatwo o przebodźcowanie.

Możemy dokładać wszelkich starań, żeby wybierać dostosowane do wieku dziecka bajki z odpowiednią treścią i sposobem jej podania. Jednak jeśli bajki te przerywane są reklamami to tak naprawdę cała nasza troska i wysiłek idą na marne.

Wpływ reklam na dzieci

Nie widzę tak naprawdę żadnych zalet oglądania reklam przez dzieci. Za to widzę całe mnóstwo negatywnych skutków, które ze sobą niesie.

Jednocześnie jestem świadoma, że nie jesteśmy w stanie uchronić dziecka w pełni przed oglądaniem reklam, bo musielibyśmy właściwie nie wychodzić z domu. Reklamy pojawiają się przecież w sklepach, na billboardach. Polacy są zresztą, niestety słusznie, uważani za mistrzów zaśmiecania sobie krajobrazu przez wszechobecne reklamy.

Inne, negatywne skutki oglądania reklam są wspomniane m.in. w tym wpisie na dziecirosna.pl.

Ile reklam ogląda Twoje dziecko? Zauważasz jakiś wpływ reklam na Malucha? Co o tym sądzisz? Opowiedz mi o tym!

*O tym, dlaczego zdecydowaliśmy się na właśnie takie rozwiązanie napiszę w osobnym wpisie.

Dziękuję za Twoje odwiedziny na mojej stronie! Chcesz być na bieżąco? Polub mój profil na Facebooku lub Instagramie i nie przegap żadnego wpisu!



14 Comments

  1. Aleksandra Załęska

    Zgadzam się z każdym słowem, które napisałaś! Tak jest, że dzieci oglądając reklamy pożądają jakiś produktów. Mój syn też, jak zobaczy coś w reklamie, to chce to mieć. O ile z przekąskami czy napojami nie mamy problemu, bo wystarczy, że mu wytłumaczę dlaczego danej rzeczy nie może zjeść itp., o tyle z zabawkami jest już trochę gorzej.

    Reply
    1. Martyna Filipiak Author

      Tak, tym bardziej, że pieniądze i koszty to tak naprawdę dla dziecka dość długi abstrakcja. Mniej więcej wie, o co chodzi, ale trudno mu pojąć, że na coś innego mamy/chcemy wydać pieniądze, a na zabawkę (która w tym momencie jest dla niego najważniejsza na świecie) akurat nie. Dziękuję za Twój komentarz!

      Reply
    1. Martyna Filipiak Author

      Zdecydowanie, szczególnie widać to w przypadku programów dla dzieci, która często są krótsze niż same reklamy. A jaki zły wpływ denerwuje Cię najbardziej?

      Reply
  2. Mając trójkę wiem coś na ten temat, ale na szczęście wpływ reklam na moje dzieci mam już za sobą. W pewnym wieku da się wytłumaczyć dziecku szkodliwy wpływ reklam na ich postrzeganie świata i choć czasem się „inspirują” reklamą, którą zobaczyły, są też otwarte na rozmowę i argumenty za i przeciw kupowaniu reklamowanej rzeczy.

    Reply
  3. Całkowicie się z Tobą zgadzam. Wpływ reklam na dzieci jest bardzo szkodliwy. A niestety nie chodzi tylko o reklamy telewizyjne, ale wszelkie, które są obecne wokół. Specjaliści od reklam to tęgie łby, wiedzą, jak dopaść małego klienta. Dlatego w tym nasza – rodzicielska rola, aby tłumaczyć dzieciom, że to, co słyszą, widzą, czują nie jest prawdziwe i od najmłodszych lat uczyć je, że kupujemy tylko to, co potrzebujemy.

    Reply
    1. Martyna Filipiak Author

      Masz rację, eksperci od reklamy nie mają skrupułów, o czym świadczą chociażby postaci z bajek na naładowanych cukrem przekąskach i słodycze na wysokości wzroku dziecka… Faktycznie rola takiego filtra na reklamy może być niełatwa. Dziękuję za Twój komentarz! 🙂

      Reply
    1. Martyna Filipiak Author

      A to prawda. Dorośli bardzo często przeszacowują swoje zdolności filtrowania reklam. Łatwo nam jest założyć, że dzieci są wobec nich bezbronne, trudniej przyznać, że sami jesteśmy na nie podatni. Dziękuję za Twój komentarz!

      Reply
  4. „Amelka”, tak mój synek mówi na reklamy 🙂 Nie wymawia jeszcze „r”, a ma drobną skłonność do przestawiania liter. Co ciekawe, choć nie ogląda za dużo reklam, zawsze bezbłędnie rozpoznaje, co jest reklamą, nawet gdy słyszy po prostu entuzjastyczny głos w radio.

    Nie zauważyłam jeszcze, żeby reklamy miały na niego jakikolwiek wpływ, poza tym, że je rozpoznaje. Tak jak mówiłam, nie ma z nimi do czynienia zbyt często. Na pewno wezmę pod uwagę to, o czym piszesz.

    Reply
    1. Martyna Filipiak Author

      Też zauważyłam, że mój synek rozpoznaje reklamy właśnie już po jednym dźwięku. Wydaje mi się, że dzieci potrafią łatwo odróżnić ten sztucznie napompowany entuzjazmem ton od normalnego. Dziękuję za Twój komentarz!

      Reply

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Używam plików cookies, aby ulepszyć działanie strony. Klikając, wyrażasz na to zgodę. Więcej

Ustawienia plików cookies mają docelowo możliwie najbardziej usprawnić przeglądanie witryn internetowych. Brak wprowadzenia zmian w ustawieniach cookies lub naciśnięcie 'Zatwierdź' oznacza, że wyrażasz na to zgodę.

Zamknij